Zaczęłem iść kłusem. Zaprowadziłem klacz najpierw nad strumień ciszy, gdzie zobaczyliśmy dorodnego Squcara. Klacz widać nigdy nie widziała takiego zwierzaka, bo cofnęła się parę kroków do tyłu.
-Spokojnie, nic ci nie zrobi. -powiędziałem i siłą psychokinezy podałem mu orzecha, którego pospiesznie schrupał.
(Aquarella?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz