Kłusowałam polną dróżką. Już dawno straciłam nadzieję na znalezienie stada. Mimo to nie przestawałam biec. Nagle usłyszałam rżenie koni. Nareszcie jakieś stado! Nie widziałam stada od czasu wygnania. Miałam nadzieję, że tu konie nie będą takie przesądne.
Zaszyłam się w zarośla wyłapując ważne dla mnie dźwięki.
Po kilku minutach zobaczyłam polanę z soczystą trawą. Byłam mocno głodna po długiej podróży, więc zatrzymałem się i zaczęłam skubać trawę. Po posiłku zaczęłam spacerować po polance. Nagle usłyszałam szelest i odgłos kopyt. Dochodziły one zza wielkiego dębu.
- Kto tam? - zapytałam spokojna i zafascynowana tym, że w końcu zobaczę kogoś z mojego gatunku.
(Ktoś? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz