wtorek, 24 marca 2015

Od Fildanga "Wender"

     W mojej stajni pachniało glebą. Stałem na torfie, w towarzystwie innego ogiera, Stalagnata. To u nas, na Islandii, powszechne. Na szczęście, w tym duecie to ja jestem górą. Nie obyło się jednak bez paru śladów od ugryzień na zadzie.
     Przyszedł mój pan.
     Niósł siodło, uzdę i... Oooo nie... kaloszki. Kaloszki z obciążeniem.
-Wender!
Wiem co się stanie, kiedy nie podejdę do drzwi. Batem w łeb.
Podeszłem posłusznie do drzwi boksu. Stalagnat jak zwykle chciał mnie kopnąć, ale tym razem go ubiegłem.
-Wender! Co ci odwala?!
I batem w łeb...
~*~*~
     Zabrał mnie na tor. Był on długości mili i cały piaskowy. A raczej...  cały z ciężkiej gliny, ciężkiej do biegu.
Na uroczy początek dnia: bolesny lekki ucisk ostrogami.
-Ruszże się, ty zawszona kupo mięsa! Nadajesz się tylko na rzeź...
Boję się. Nie chce skończyć jak kabanos. W Islandii prawie każdy koń tak kończy...
Więc daje z siebie wszystko. Nie zważam na to, że mam po dwa kilo przy każdej nodze... 
Połowa toru...
Ostatnia prosta...
Mały kamyk...
I leżę.
Noga od razu mi puchnie, wielki ból. Kaloszki nie pomagają.
-Ty debilny kucyku! 
Złamałem nogę, a rany po ostrogach krwawią...
I tak rozpoczął się początek końca...
~*~*~
I tak oto ja, jeden z lepszych inchodźców w naszym rejonie, który już skończył swoją karierę, a potem złamał nogę u złego, chciwego człowieka, u którego miałem mieć godną emeryturę, jestem w koniowozie, jadąc na pewną śmierć, w jedną stronę.
Nikt nie wie, że tu jestem,
Choć wszyscy znają moje imię.
Jadę do rzeźni.
Wiem że zginę.
~*~*~
Zginąłem.



Do zobaczenia.




(Oceny od 1 do 10 w komentach)

3 komentarze:

Ada Stankiewicz pisze...

8/10 trochę dziwny koniec

Unknown pisze...

Czemu dziwne?

Unknown pisze...

Czemu dziwne?